No i stało się. Jakieś bliżej nieokreślone bojówki arabskie kojarzone z Al-Kaidą zamordowały polskiego inżyniera , którego porwali 28 września 2008 roku na terenie Pakistanu. Jak to się stało, że do tego doszło? Niewątpliwie należy przyznać, że Pakistan coraz bardziej obsuwa się w otchłań chaosu, nie mogąc i nie potrafiąc poradzić sobie z siłami wewnętrznymi i zewnętrzymi, które rozkładają ten kraj na łopatki. Jeśli chodzi o siły wewnętrzne to niewątpliwie sąsiedztwo z Afganistanem intensyfikuje pakistańskie radykalne frakcje będące w opozycji do władz w Islamabadzie. Na wschodzie kraju robią co chcą – władze nie mają tam praktycznie żadnego wpływu. Zapewne gdyby nie silne garnizony w pobliżu granicy z Afganistanem to już moglibyśmy nazywać ten region drugim Talibanem. Z sił zewnętrznych należy wspomnieć o Indiach, dla których Pakistan to odwieczny wróg zwłaszcza po niedawnych wydarzeniach w Bombaju. Istnieją podejrzenia, że Indie powstrzymały się od konwencjonalnego ataku odwetowego na Pakistan pod naciskiem mocarstw światowych – i słusznie – nic dobrego by z tego nie wyszło.
Wracając do tematu: uważam, że polskie służby dyplomatyczne skompromitowały się nie mogąc uratować Polaka. Niestety istnieje także drugie dno tej porażki. Sprawna dyplomacja nie może efektywnie negocjować bez gruntownej pomocy służb wywiadowczych; jeśli dyplomacja to silnik negocjacji to informacje wywiadu to paliwo do tego silnika. Reforma służb specjalnych przeprowadzona przez tow. Macierewicza za czasów rządów PIS zakończyła się wyrzuceniem na bruk wielu fachowców, agentów operacyjnych, agentów prowadzących, itp pod pretekstem, że nie przeszli pomyślnie weryfikacji. Przez tyle lat od czasów rozpadu PRL mogli pracować i przechodzić rutynowe weryfikacje a po dojściu PIS do władzy już nie mogli. Każdy agent prowadzący miał pod swoją opieką albo siatkę wywiadowczą na danym terenie – np. Pakistanu – albo indywidualnych szpiegów, informatorów, agentów operacyjnych. W przypadku wyrzucenia agenta prowadzącego dotychczasowa siatka kontaktów z reguły ulegała załamaniu. Informatorzy nie mogli i nie musieli zaufać następcy wyrzuconego agenta co powodowało, że albo nie chcieli dalej współpracować, albo zostali zwerbowani przez inny wywiad. W skrajnych przypadkach lokalych agentów werbowano od nowa, wielokrotnie wykorzystując ponownie te same środki operacyjne w celu pozyskania obiektu. (szantaż, przekupstwo, itp). Nieudolność polskich służb specjalnych podczas negocjacji w sprawie uwolnienia Polaka jest echem reformy służb przeprowadzona przez Macierewicza. Dowcip polega na tym, że udało się wywiadowi namierzyć miejsce przetrzymywania porwanego prawie z dokładnościa do jednej wsi jednakże nie zdecydowano się na akcję sił specjalnych. Polska słynie ze znakomitych sił specjalnych szybkiego reagowania – Grom i mniej znaną Formozę. Jednak siły specjalne nie są w stanie przeprowadzić udanej akcji bez gruntownego rozpoznania, zaplanowania i koordynowania akcji. W tej sytuacji nie dziwi, że nikt nie posłał Gromu lub Formozy na pewną śmierć. Ze śmierci Polaka politycy zrobią spektakl oskarżeń, pouczeń, rad oraz widowisko medialne. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Jeśli ja zauważyłem związek reform wywiadu ze śmiercią Polaka to może ktoś mądrzejszy zada publicznie pytanie tow. Macierewiczowi czy nie sądzi, że jego reforma służb specjalnych mogła przyczynić się do śmierci Polaka w Pakistanie. Ciekawe co by odpowiedział. Niewątpliwie nie miałby sobie nic do zarzucenia. Historia go kiedyś osądzi.