Archive for October, 2008

“Gratulacje” dla IPN-u

Friday, October 10th, 2008

Niedawno dzielny IPN ogłosił, że prof. Aleksander Wolszczan, chyba najwybitniejszy polski astronom, odkrywca pulsarów, został oskarżony o współpracę ze służbą bezpieczeństwa. Wolszczan przyznał, że aby wyjechać za granicę musiał podpisać lojalkę. Po niedługim czasie od ogłoszenia tej informacji przez IPN, profesor zrezygnował z profesury na Uniwersytecie Toruńskim. Nasuwa się kilka pytań odnośnie tego przypadku:

- Po co IPN ogłaszał tę “rewelację” właśnie teraz?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, może chodziło o pokazanie, że IPN pracuje i ma się dobrze w wykrywaniu współpracowników SB? Należy pamiętać, że w tym samym czasie IPN był mocno oskarżany o stronniczość, sprzyjanie jednej opcji politycznej (PIS) i oskarżanie “znanych” osób bez pokazania dowodów. Istnieją przesłanki, że prof. Wolszczan został niejako rzucony opinii publicznej na pożarcie aby odwrócić uwagę od bieżących problemów?

- Co zyskał IPN publikując tę informację?

Sam IPN, jak wspomniałem wyżej, mógł liczyć na odwrócenie uwagi od siebie, ale może jest tutaj drugie dno? Może prof. Wolszczan był troche nie po drodze komuś na Uniwersytecie Toruńskim i w ten sposób chciano go usunąć? Tego niestety nie dowiemy się już prawdopodobnie nigdy. Niewątpliwie na tej publikacji tracą studenci Uniwersytetu a przede wszystkim polska nauka. Wolszczan rezygnując z pracy na Uniwersytecie Toruńskim zapewne dostanie ofertę pracy na którymś z uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych gdzie będzie wykładał dla niepolskich studentów. Za “odpływ” wybitnego naukowca należą się IPN-owi “gratulacje”.

- Co z innymi osobami posiadającymi tytuł naukowy od doktora wzwyż, które wyjeżdzały za granicę?

To jest pytanie ciekawsze niż się może wydawać. W czasach komuny każdy, kto chciał wyjechać za granicę (czyt. zachód) musiał podpisać pewien papierek. Tak jak to zrobił prof. Wolszczan papierek musiał podpisać każdy (lub prawie każdy)kto starał się o posiadanie tytułu doktora (lub wyżej). Aby otrzymać tytuł naukowy należało brać udział w konferencjach naukowych, sympozjach, wykładach, odczytach – prawie w 100% za granicą aby dorobek został uznany przez światową naukę. Chciałbym zerknąć w akta naukowców z IPN-u i upewnić się czy u nich taki dokument jest czy też nie. Wydaje się, że powinien być… Dlaczego nie opublikowano do tej pory listy osób publicznych posiadających tytuł co najmniej doktora? Zapewne znaleziono by w ich teczkach ciekawe dokumenty – ale takiej listy nie opublikowano. Dlaczego? “Ciekawe” informacje są utrzymywane w tajemnicy ponieważ mogą się przydać w przyszłości. Tak jak się przydały w przypadku prof. Wolszczana. Niestety dopóki “skażona ubecją” generacja Polaków żyje, dopóty archiwa IPN-u pozostaną bardzo skuteczną bronią w walce politycznej.

-Dlaczego nie otworzą archiwów dawnej SB tak jak to zrobiono w Czechach lub w byłym NRD?

Za wiele osób na tym by straciło. IPN przestałby być bronią oraz kartą przetargową w negocjacjach poltycznych, wiele tzw. osób publicznych musiało by pożegnać się z dotychczasowym spokojnym i dostatnim życiem, skala tajnych współpracowników w kościele katolickim zszokowałaby społeczeństwo i bardzo możliwe, że doprowadziło by to do zwiększonej ateizacji Polaków. Dlaczego akurat księży? Dlatego, że kościól katolicki uważany był przez władze komunistyczne za wroga, z którym należy walczyć.  O powadze z jaką SB podchodziła do tej sprawy może świadczyć fakt, że SB miało w wewnętrznych strukturach departament zajmujący się tylko i wyłącznie kościołem katolickim. (Szerzej o tym w innym artykule).

Trochę o polskiej scenie politycznej i nadchodzących wyborach prezydenckich

Thursday, October 9th, 2008

     Na polskiej scenie politycznej krystalizują się dwa obozy – jeden obóz to bracia Kaczyńscy z ultra-prawicową formacją PIS i drugi to liberalna PO, która będzie z pewnością coraz bardziej zerkać w stronę lewicowego elektoratu aby byc sensowną przeciwwagą dla PIS-u. A co z resztą?

SLD wydaje się dogorywać – na nic zdały się próby odświeżenia przewodniczącego i odsunięcia konserwatywnych, „betonowych” działaczy na dalszy plan. Obecna lewica nie ma pomysłu na odzyskanie elektoratu i nie wydaje się, że będzie w stanie przeżyć najbliższych wyborów parlamentarnych. Nawet Aleksander Kwaśniewski, który miał być lokomotywą ostatnich wyborów parlamentarnych okazał się tylko cieniem poprzedniego Kwaśniewskiego.

PSL – stara partia z zasadami – nie może sobie poradzić z konkurencją pod postacią PIS-u i PO, wydaje się, że też polegna w najbliższych wyborach parlamentarnych. Wygląda na to, że ta chłopska partia zjada włąsny ogon bedąc zbyt konserwatywną partia i mało elastyczną, nie potrafi skutecznie reagować na odpływ elektoratu do innych, większych partii. Widać to także w jej szeregach – sami starzy członkowie, doświadczeni lecz to już nie wystarczy – elektorat ewoluuje a PSL jest dinozaurem, czeka go zagłada.

     Wygląda na to, że w polskim sejmie wreszcie doczekamy się demokracji – przynajmniej w wydaniu parlamentarnym. Bedą tylko dwie partie tak jak to jest w USA. Myślę, że to dobrze ponieważ poszczególne frakcje rządzące nie bedą się mogły tłumaczyć, że „koalicjant nie pozwolił, że to nie ich wina, itd, itp.”. Niestety czekają nas w bliższej przyszłości jeszcze wybory prezydenckie i wygląda na to, że nie ma naprawdę dobrego kandydata na ten najwyższy w Polsce urząd. Z jednej strony mamy Lecha Kaczyńskiego, obecnego prezydenta, który chyba cudem dostał sie do pałacu przy krakowskim przedmieściu. Z drugiej mamy Donalda Tuska, obecnego premiera. Czy ktoś jeszcze bedzie startował? Niewątpliwie tak, z reguły każda opcja polityczna wystawia swoich kandydatów plus kilku tzw. kamikadze, którzy startują do wyborów nie wiadomo po co. Zapewne kandydował będzie Jan Maria Rokita, który prawdopodobnie wycofał się z obecnej sceny politycznej aby budować mozolnie poparcie w tych wyborach, będzie też kandydat Radia Maryja – zresztą zawsze jest – im kasy nie brakuje, więc pieniędzy na wystawienie kandydata też mają. Tomasz Lis w niektórych kręgach kreowany jest na kandydata na prezydenta – ale czy ma szansę? Ciężko powiedziec…

     W chwili obecnej można założyć, że do drugiej tury wyborów dojdzie i na boisku pozostanie Lech Kaczyński i Donald Tusk. W wyborach w 2005 roku Tusk był pewien, że wygrał – zresztą miał poparcie elektoratu, które we własnym mniemaniu wybrało mniejsze zło – elektoratu liberalnego nie trawiącego poglądów Kaczyńskich i PIS-u. W 2010 roku może dojść do powtórki z rozrywki – znowu po przeciwnych stronach barykady stanie Lech i Donald. Doradcy obecnego prezydenta wyciągneli wnioski z pierwszych dwóch lat prezydentury Kaczyńskiego i de facto rozpoczęli już kampanię do wyborów prezydenckich. Widać to wyraźnie na każdym kroku – prezydent wydaje się bardziej spokojny, popełnia mniej błędów i nie pozostaje bierny na aktualne wydarzenia polityczne w Polsce i na świecie, nie pokazuje się w obecności żony, wydaje się bardziej samodzielny niż poprzednio – wcześniej można było odnieść wrażenie, że powtarza to samo co jego brat a były premier. Po drugiej stronie barykady mamy Tuska, obecnego premiera, który bardzo chciałby być prezydentem. Należy sobie zadać pytanie za jaką cenę? Aby sobie nie psuć notowań jego rząd nie pracuje i nie uchwala ustaw niezbędnych do reformy państwa lecz karmi społeczeństwo tylko obietnicami. Nie powinno być tak, że kwestia reform państwa podporządkowana jest przyszłym wyborom prezydenckim, wszystkie trudne reformy przesuwane są w czasie lub są sabotowane bo spowodują napięcia społeczne. Z pewnością Tusk chciałby powtórki drugiej tury wyborów z 2005 roku – ma jeszcze większą nadzieję, że elektorat przeciwny Kaczyńskiemu będzie jeszcze większy. Wydaje mi się, że możę się grubo pomylić. Kaczyński już zmienił swój wizerunek (czytaj: rozpoczął kampanię wyborczą) i będzie mu łatwiej atakować w bezpośrednim starciu obecnego premiera. Nie ma niestety złotego środka ale kandydowanie na prezydenta z pozycji premiera jest bardzo trudnym i niebezpiecznym zadaniem. Czy się to uda zobaczymy juz w 2010 roku.