Pewnego słonecznego dnia czarny jak smoła ptak nasrał na ramię pewnego pana X wchodzącego do Białego Domu, po czym skrył się w krzakach. W tym samym dniu Amerykanin pochodzący z bliskiego wschodu ukradł jego córce portmonetkę. Pan X został sprawnie przeszukany przez sprawną ochronę, po czym wszedł do pokoju owalnego.
- Jak się masz X! – Przywitał go B. – Co u dzieciaków? – ciągnął.
- Dzień dobry panie B. – odpowiedział. – Z dzieciakami ok, tylko dzisiaj jakiś brudas ukradł mojej córce portmonetkę.
- O! To szkoda…Ale nasz przyjaciel z pewnością złapie tego terrorystę, co nie A? – powiedział B. wskazując na grubasa z przylizaną grzywka siedzącego na fotelu.
- Moi ludzie już zabezpieczyli teren przestępstwa – odpowiedział A. – W promieniu 50 mil zamknięty został ruch samochodowy i pieszy. Wszyscy amerykanie z bliskiego wschodu mieszkający na tym terenie są przesłuchiwani. Wkrótce odzyskamy tę portmonetkę, bez obaw.
- Uspokoiłeś mnie A. – z wyraźną ulgą odpowiedział X.
- No problem, zawsze do usług – powiedział A.
- No już, przestańcie lizać się po fiutach – warknął B. – Mamy ważniejsze sprawy do obgadania.
- Czyżbyś stracił nad sobą panowanie B.? – powiedziała pani C. wchodząc cicho niczym kot.
- A to ty droga C., miło mi, że wpadłaś – odwrócił się B. po czym szybko zmienił ton. – No, proszę państwa, jesteśmy już w komplecie. Czas działać! Nasz czas już nadszedł. Zanim zaczniemy chcę przypomnieć tylko, ze jak pismaki pisną chociaż słówko o naszym spotkaniu to nogi wam powyrywam razem z jajami – powiedział B po czym spojrzał sie na kanapę, gdzie siedzieli panowie I., E. oraz SA.
Odpowiedziało mu milczące skinienie trzech głów.
- No! I tak ma zostać – ciągnął – wiecie o co c’mon; chcę usłyszeć w końcu od was jak mamy zrobić porządek z tymi brudasami na bliskim wschodzie. Jakieś propozycje?
Odezwał się milczący dotąd E: – Proszę państwa, to przedsięwzięcie jest oszacowane na kilka, kilkanaście lat; skupmy się na początku na najsłabszym celu – mam na myśli Afganistan – sprawdzimy gotowość bojową naszych wojsk i logistykę, co ty na to B.?
- tak, kurwa, Afganistan – żachnął się X. – Ruskie tam się zesrali i nic nie osiągnęli, czy coś miałoby się od tamtego czasu zmienić w tej dziurze?
- A zmieniło się i to dużo – burknął A. oblizując się przy okazji – Po pierwsze Talibowie uruchomili uprawy opium, wkurwiają naszych dostawców tego specyfiku z ameryki południowej, Kolumbijczycy grożą, że będą sprzedawać Meksykowi a nie nam…
- Boże, tylko nie to! -jęknął B. – Ojciec by mnie wykastrował jakby się dowiedział, że zerwaliśmy umowy z Kolumbijczykami. Skończyłyby się dostawy koki i hery do naszych dostawców. Znów mielibyśmy urwanie głowy z tymi cholernymi przemytnikami, nie to nie może tak być…
- Po drugie – ciągnął A. – Talibowie nie będą mieć naszej broni i doradców. Przypominam, że te buraki nie potrafili nawet prawidłowo obsługiwać moździerzy, a co dopiero wspominać o stingerach…Pamiętam jednego Mudżachedina, który tak się podjarał stingerem, że zaczął go całować, obściskiwać i macać. Głupek chciał go wypróbować więc puścił model samolocika spalinowego sterowany radiem nad pustynię i zaczął namierzać go stingerem. Kiedy myślał, że system skończył namierzanie, odpalił rakietę. Nie wiedział, że system namierzył się nie na samolocik, a na grupę Mudżachedinów jadącą na wielbłądach prawie 3 mile dalej… Hehehe… Pocisk wyjebał w łeb pierwszego wielbłąda rozrywając go na części i przy okazji pół grupy. Mało go nie zlinczowali za to… Kazali mu przygotować zamach na posterunek rosyjski. Koleś siedział i myślał z tydzień. W końcu stwierdził, że Allach kazał mu użyć do ataku wielbłąda. Przez 3 miesiące trenował wielbłąda z kamieniami na grzbiecie. Kiedy doszło do terminu ataku wielbłąd miał trzy skrzynie trotylu na grzbiecie. Głupie bydle, wbiegło prosto do kantyny w czasie obiadu…
- Należało się tym ruskim burakom – powiedział B.
- Po trzecie – kontynuował A. – Ruskie nie będą zmartwieni, że ktoś dokopał Afgańczykom.
- Jest jedno ale… – przerwał mu X. z wielką plamą po kupie na ramieniu – Mogą się denerwować obecnością naszych wojsk na „swoim brzuchu”. Myślę, że potrzeba jakoś ich przekonać, że…
- To już zostawcie mnie – przerwał B. – Pogadam z Putinem; to były agent operacyjny KGB na terenie byłej NRD, nasi ludzie go znali z tamtych czasów – ciągle tylko judo trenował, umieścili wtedy naszego agenta jako jego trenera. Kabaret normalnie. No nic, dam mu w zamian jakiś kąsek we wschodniej europie… Wspominał, żeby nie wtrącać mu się do Ukrainy – więc dobrze, niech będzie – Afganistan za Ukrainę…
- Ależ B., na Ukrainie mieliśmy w planach rozlokować nasze wyrzutnie rakiet balistycznych bliżej Chin no i Ruskich – wtrąciła C.
- Nic nie szkodzi moja droga C. Zanim Ruskie rozkminią układy na Ukrainie, Afganistan będzie nasz a może i nie tylko Afganistan. Jak Ruskie zaczną mieszać na Ukrainie, poślemy tam.. hmm… może Polaków – oni nienawidzą Ruskich nie mniej niż Szwabów – ale jeszcze zobaczymy… – zawyrokował B.
- Czyli zakładamy, że Afganistan jest już nasz? – powiedział cicho przysłuchujący się temu wszystkiemu SA
- Nie wasz tylko nasz! – krzyknął B. – Nikt nie może się dowiedzieć, że twój kraj S.A. maczał palce w Afganistanie.
- Ależ B. – jęknął SA. – Przecież wasz kraj w sześciu procentach należy do nas…
- Nic nie szkodzi – burknął B. – Wystarczy na razie, że zarobicie na tej wojnie tyle, że moglibyście studolarówkami wytapetować pół Sahary.
- No cóż, wszyscy na tym zarobimy – powiedzieli prawie jednocześnie A. i X.
- To prawda – przytaknęli wszyscy zgodnie.
- Pozostaje nam jeszcze jedno do obgadania – wyrwała ich z rozmyślań C. – Przecież nie możemy tak po prostu załadować marines i wysłać do Afganistanu. Społeczeństwo na to się nie zgodzi.
- To już proszę zostawić zawodowcom – powiedział I. W tej sprawie moi fachowcy są zgodni. Trzeba wstrząsnąć społeczeństwem do głębi, zaszczepić w nich poczucie zagrożenia, wskazać kozła ofiarnego a wtedy sami będą żądać wysłania naszych wojsk.
- No tak, ale jak nimi wstrząsnąć? Przecież nie będziemy roznosili ulotek propagandowych? – zauważył E.
- Ulotki nie sprawdzały się już podczas drugiej wojny światowej. Teraz są inne sposoby, chociaż stosowane już dawniej. – ciągnął I.
- Do puenty I. ! – zniecierpliwił się B.
- Już mówię – przyśpieszył flegmatyczny z natury I. – wykorzystamy manewr Roosevelta.
- Ty szczwany lisie! – krzyknęła C. – Co to będzie tym razem? W 1941 roku Roosevelt poświęcił pięć tysięcy żołnierzy i kwiat naszej floty: Arizonę, West Virginię, Tennessee, Oklahomę…I morze innych jednostek…
- Wtedy to była wojna światowa, żółtki zaczęły się niebezpiecznie panoszyć a nasi obywatele nie chcieli zrozumieć, że czas na zakończenie polityki izolacjonizmu. Poza tym lobby przemysłowe i nie tylko przemysłowe naciskało na rozpoczęcie działań wojennych – zwietrzyli zarobek nosem – stare wygi, potem przekonali koła wojskowe, które z kolei zmusiło prezydenta do podpisania tajnej dyrektywy uruchamiającej machinę wojenną…
- A jakby Roosevelt się nie zgodził… – rozpoczął B.
- To skończyłby tak jak później Kennedy – dokończył I.
- Tia, wracając do sprawy tego manewru…- zaczął niepewnie X. pragnąc zakończyć te nudne opowieści o operacjach jego chłopaków – co będzie celem?
- Mamy kilkanaście celów do wyboru, ale kilka pewniaków. To biblioteka kongresu, biały dom, ONZ, world trade center…Akcja ma kryptonim „Crystall” – tak jak imię twojej matki A.– powiedział z satysfakcją I.
-A niech cię diabli I.! – prychnął A. – Masz gest, w pizdu!
- World Trade Center? A co tam jest ciekawego? Przecież nie ma tam instalacji militarnych? Prawda I.? – zapytała C.
- NSA ma tam coś ale nie chcą puścić pary co. Pewnie jajogłowi tam siedzą i nagrywają rozmowy komórkowe oraz ruch w internecie – odpowiedział szybko A. – Nic poważnego.
- Co tam jest ciekawego? – Odpowiedział I. pytaniem na pytanie – Są tam ludzie, których możemy poświęcić i tyle…
- Chcesz powiedzieć, że zamierzasz wysadzić, albo uszkodzić te obiekty, tak? – pytała C.
- Nie my, terroryści – uśmiechnął się szyderczo I. wręczając wszystkim foldery z dokumentacją operacji „Crystall” – Oto szczegóły tej operacji. Zakłada ona zmasowany atak terrorystyczny na terytorium naszego kraju. Nasi agenci sfingują porwania kilku samolotów pasażerskich. Samoloty te wylądują w naszej tajnej bazie niedaleko Camp David. Inżynierowie zamontują tam systemy zdalnego sterowania, usuną dla pewności czarne skrzynki, dotankują je na maksa i skierują na cele. Plan zakłada pierwszy atak w obie wieże wtc…
- Obie? – zdziwił się B.
- Tak, nasi specjaliści ustalili, że uderzenie samolotu w trzech czwartych wysokości budynku plus kilka sprytnych ładunków wybuchowych w krytycznych miejscach spowoduje jego zawalenie się.
- A więc to się dzieje naprawdę – pomyślał X
- … istnieje obawa, że walący się jeden z budynków uszkodzi strukturę nośną drugiego, który jednak utrzyma się. – kontynuował I – Nie zawali się, a koszty rozbiórki będą horrendalne, dlatego właśnie drugi samolot piźnie w drugą wieżę. Kolejny samolot przykurwi w bibliotekę kongresu, czwarty w ONZ a piąty w biały dom…
- B. oczywiście tu nie będzie? – zapytała C.
- Oczywiście, że nie. B. będzie w tym czasie udawał jak kocha swój naród i jego przyszłość. Pojedzie z wizytą do jakiegoś przedszkola lub szkoły – zdecydował I.
- Nie zgadzam się! – krzyknął B. – ONZ odpada, biały dom też. ONZ nie będzie się panoszyć po bliskim wschodzie! Te tereny będą nasze i tylko nasze! Poza tym w białym domu mi się podoba. Rozwalcie sobie na przykład pentagon – może zdobędziecie dodatkowe głosy poparcia ze strony wojskowych.
- Pentagon to inna sprawa – zaczął I. – tam nie wchodzi w grę samolot. Przypominam, że pracuje tam wielu moim specjalistów, nie można zniszczyć pentagonu.
- To palnijcie w remontowane skrzydło – zauważył B.
- To jest rozwiązanie – pogrążył się w rozważaniach X. – ale trzeba uderzyć pociskiem sterowanym. Samolotem nie będzie takiej precyzji.
- Więc uderzy się pociskiem sterowanym, nie ma problemu. – stwierdził I.
- Jakie będą straty w ludziach?
- W pentagonie niewielkie, w bibliotece około 500 osób, kilka tysięcy w wieżach.
- Na kiedy przewidziany jest termin ataku?
- Na 9/11
- Zawiadomcie naszych ludzi, niech się wtedy ewakuują z tych budynków.
- Oczywiście B.
- Dobra, gdzie mam podpisać? ….
Koniec cz.1
Nomad
2004