Wstrzymanie dostaw gazu z Rosji dla Europy przez Ukraine spowodowało ogólny popłoch na starym kontynencie. Praktycznie natychmiast Słowacja – zasilana w ponad 90% gazem z Rosji, została pozbawiona dostaw tego nośnika energii. Musiano wprowadzić stan wyjątkowy, większośc przemysłu – zwłaszcza petrochemicznego stanęło. Niedługo po Słowacji braki gazu zaczęli dotkliwie odczuwać Bułgarzy, Grecy, Serbowie – ogólnie cała południowo-wschodnia Europa. To co było wskazywane jako zagrożenie przez wiele autorytetów w dziedzinie energetyki, czyli uzależnienie się od dostaw nośników energii z jednego tylko źródła, okazało się faktem. Unia europejska odczuła, że ktoś jej odbiera prawo do używania i zużywania energii i nic nie może z tym zrobić. Gorączkowe próby przywrócenia dostaw gazu spotkały się z syberyjskim chłodem płynącym z Moskwy. Rosja zażądała komisji, która będzie monitorować przepływ gazu przez stacje przekaźnikowe na wejściu i wyjściu z ukraińskiego systemu rurociągów. Ukraina nie zgadzała się na proponowany skład tej komisji obawiając się utraty kontroli nad swoimi rurami. Przepychanki, negocjacje, uzgodnienia i biurokratyczne dyskusje trwały ponad tydzień a w tym czasie część krajów Europy pozbawione bylo dostaw gazu. Zapewne samoloty dyplomatów podróżujące miedzy Brukselą, Kijowem i Moskwą spaliły w tym czasie taką ilość nafty, która wystarczyłaby do ogrzania małego miasteczka przez 10 dni. W końcu udało sie uzgodnić jakieś stanowisko i Rosja dumnie ogłosiła, że wznawia dostawy gazu do Europy przez Ukrainę. Jakież był zdziwienie Europy gdy Ukraina stwierdziła, że nie jest w stanie przetransportować gaz z Rosji do Europy. Europa wpadła w furię – jeszcze nikt ich do tej pory tak nie oszukał – przekonali się, że na wschodzie papierek i umowa nic nie znaczy; “papier wszystko przyjmie” – jak mawiają Ukraińcy. Rosja stanęła na pozycji pokrzywdzonej twierdząc, że wznowiła dostawy gazu a winni są Ukraińcy. Dowcip polega na tym, że Rosja faktycznie uruchomiła dostawy gazu ale ilość tłoczonego gazu była bardzo mała oraz – co bardzo ważne – tłoczyli gaz z kierunku nigdy wcześniej nie używanego do transportu gazu do Europy. Ukraina stwierdziła, że aby sprostać żądaniom strony rosyjskiej musiała by pozbawić dostaw gazu (z własnych zapasów) całą wschodnią Ukrainę – częśc najbardziej uprzemysłowioną. Osobiście widzę tutaj perfidne zagranie strony rosyjskiej. Doskonale znają technologię przesyłu gazu oraz sieć rurociągów ukraińskich i tego typu zagranie miało na celu napewno nie przywrócenie dostaw gazu. Spodziewali się zapewne, że Ukraina pod presją Unii Europejskiej jednak prześle gaz do Europy kosztem części swojego kraju. Wygląda jednak na to, że przeliczyli się. Władze Ukrainy wiedzą czym to mogłoby się skończyć. Wschodnia Ukraina jest prorosyjska i wstrzymanie dostaw gazu mogłoby doprowadzić do zamieszek, niepokojów i ogólnie do pogorszenia nastrojów społecznych co znakomicie odpowiadałoby Rosji. Na wschodzie Ukrainy duże poparcie ma prorosyjska Partia Regionów z czego sobie rząd Ukrainy zdaje sprawę lecz nie stara się stłumić, zniszczyć, zdyskredytować opozycji rządowej tylko dlatego, że istnieje. Tego typu praktyki stosuje się w Rosji a nie na Ukrainie, która bardzo chciałaby do NATO i do Unii Europejskiej.
Wyobrażam sobie następujący scenariusz: Rosja puszcza gaz inna droga niż normalnie, Ukraina pod presją UE przesyła ten gaz do Europy kosztem własnych obywateli; na wschodniej Ukrainie zaczynają sie niepokoje społeczne, ludzie żądają gazu do ogrzania domów. Przeróżni krzykacze, opozycja opłacana przez Rosję podburza społeczeństwo, dochodzi do zamieszek, rząd wysyła oddziały milicji do stłumienia zamieszek i w razie czego oddziały wojska gdyby milicja nie dała rady. W tym momencie Rosja pod pretekstem ochrony swoich obywateli (dużo Rosjan żyje we wschodniej Ukrainie) wkracza ogromnymi siłami i łatwo pokonuje nieprzygotowane wojska ukraińskie. Z łatwością zajmuje wschodnią, uprzemysłowioną Ukrainę. Na zmasowany atak wojskami pancernymi Ukraina nie ma jak i czym odpowiedzieć. Cały świat oczywiście oburza się na Rosję-agresora lecz Rosja kontratakuje twierdząc, że to Ukraina ich zaatakowała a oni się tylko bronili. Unia Europejska, ONZ i USA groża sankcjami, reperkusjami wiec Rosja się zatrzymuje – ale w miejscu dla niej korzystym. Misja mediacyjna pod auspicjami ONZ i UE ogłasza triumf ponieważ Rosjanie zgodzili się wycofać o 50 kilometrów. Głupcy udają, że nie widzą, że nadal jest to suwerenne terytorium Ukrainy. Kedy pierwsza wżawa cichnie, Rosja oświadcza, że nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Separatystyczną Republiką Wschodniej Ukrainy gdzie tak naprawdę rządzą Rosjanie. Po jakimś czasie wspaniałomyślne władze Separatystycznej Republiki Wschodniej Ukrainy ogłaszają referendum, do którego państwa chce należeć obywatel Separatystycznej Republiki Wschodniej Ukrainy: do Ukrainy czy do Rosji. Wynik referendum oczywiście pokazuje, że 95% obywateli chce do Rosji więc natychmiast proklamuje się wschodnią Ukrainę suwerenną częścią Rosji…
Czy ten scenariusz czegoś nie przypomina? Przynajmniej w cześci scenariusz ten został już przetrenowany w Gruzji w sierpniu 2008. Wtedy to Abchazja i Osetia – stały się nieoficjalnie częścią Rosji. Oficjalnie staną się po referendum, które napewno nastąpi lecz jeszcze nie wiem kiedy. Jak na razie sprawa musi troche przycichnąć.
Wracając do tematu konfliktu gazowego – jak to było w przeszłości tak i teraz Rosja ma głęboko w dupie inne kraje; to że 1/3 Europy marznie i praktycznie stoi w sensie ekonomiczno-gospodarczym nic nie znaczy – najważniejsze jest osiągnięcie zdefiniowanych celów. Pytanie tylko czy Rosja nie przeholowała trochę z tym gazem?